Pewnego dnia, przypomniało mi się o Sistars za sprawą ładnej piosenki o rozstaniu, gdzie w dość obrazowy sposób opisane jest ile jedną z sióstr obchodzi, co ktoś o niej myśli. Miły klimat, głosy ciekawe, to pewnie spodobałaby mi się też książka telefoniczna w ich wykonaniu. No to słuchamy na jutubie, a tam wiadomo – podobne, pokrewne i to, co Wujek Google uzna za stosowne. Klik za klikiem, potem jeszcze klik, klik i tak oto doklikałem się do solowej twórczości Natalii Przybysz.

Klimat nadal ciekawy, głos też bez większych zmian. Dla mnie może nie na dłuższe słuchanie, ale jako miły przerywnik dla bębnienia oraz szarpania strun pod napięciem. Takie przyjemne pieszczenie „Prądem” o trochę niższym natężeniu. Przybijam kopytko aprobaty i polecam innym.

Dobrze, że poza „Miodem”, w ucho wpadają mi szczególnie też „Nazywam Się Niebo” i „Do Kogo Idziesz?”, bo ludzie by mogli się dziwnie patrzeć, gdybym zaczął sobie podśpiewywać, że wiem, gdzie mam przód, a gdzie tył i co mi się śniło, czy tam jej właściwie.