Kopytny

Co? Kopytko!

Category: Kuzyn (page 2 of 2)

Siatkówka

caro-line.deviantart.com

Jak już pewnie niektórzy wiedzą, lubię tę dyscyplinę sportu. Właściwie nie wiem, co konkretnie w niej takiego, ale podoba mi się jako całość. Gra w nią mi jakoś idzie, ogląda się też fajnie. Dodatkowo nie ma tak pokopanych związków, jak w piłce kopanej, nasi rodacy sobie jakoś radzą i w ogóle cud miód.

Rozgrywek klubowych specjalnie nie śledzę, za to oglądam te międzynarodowe – wszelkie mistrzostwa, igrzyska no i Ligę Światową, której faza grupowa właśnie trwa. W tym sezonie towarzyszy mi też mały kibic. Przeżywa wszystkie bardziej widowiskowe akcje i każda zmianę wyniku, dodatkowo ucząc się w praktyce zasad gry, bo dopytuje czasem czemu punkty dostała akurat ta drużyna, a nie druga. Ponadto, już na starcie jest lepszy niż stereotypowa kobieta, bo sam od razu wie, którzy to nasi. Piątkowy mecz z Francją już po pierwszym, przegranym secie komentował dość ostro (bo przecież, jak coś powie to już powie, bo to przecież rodzinne): „Zawiodłem się na Was.”. Z ust pięciolatka, wpatrzonego w telewizor, brzmi to jeszcze poważniej niż zwykle. Właściwie, to trochę podsumowanie całego meczu, bo nasza reprezentacja później po to wygrała dwa kolejne sety, żeby następne dwa przegrać, tym samym przegrywając w całym meczu 3:2.

Także tego, proszę nasze orły, sokoły, czy tam inne ptactwo żeby więcej mi tu nie sprawiało zawodu pewnym nieletnim kibicom i w sumie, tym starszym też bo nie po to nie uczę się na egzamin robię sobie przerwę w nauce na egzamin, żeby oglądać przegrane mecze. Z góry dziękuję i pozdrawiam.

UPDATE: Jednak przegrali. Dobrze, że tym razem kuzyn nie oglądał.

Jak się witać…

Jakiś czas temu postanowiłem zobaczyć, co tam słychać u mojego, coraz to większego kuzyna…

Otóż polscy drogowcy mogliby brać u niego korepetycje z budowy autostrad. Zima też go nie zaskoczyła, a wręcz przeciwnie. Za zimno na piłkę, to pozostają metropolie z klocków ze wstęgami ulic i najdziwniejszymi środkami transportu jeżdżącymi po nich. Jeśli o te ostatnie chodzi, to moja wizyta jest doskonałą okazją do zaprezentowania najnowszych zdobyczy małej motoryzacji. Gdy te się skończą, pada nieśmiała propozycja pójścia do mnie. Oczywiście, dobrze wiem, że chodzi o komputer, na którym kiedyś pokazałem mu między innymi (żeby już zostać przy tematyce samochodowej) Need for Speed. O problemie wyboru gier, które uchowały mi się w zakamarkach dysku i są dobre dla niego pod względem treści oraz poziomu trudności może kiedyś…

I tu zaczyna się akcja. Po moim „tak”, Adaś prędkością, której nawet Usain Bolt by się nie powstydził, przemieścił się przed monitor mojego komputera. Gdy już go dogoniłem, zwróciłem tylko uwagę, że wypadałoby się przywitać, co też natychmiast uczynił:

DZIEŃ DOBRY, DZIĘKUJĘ, WZAJEMNIE!

głośnym na tyle, żeby wszyscy domownicy, który mogliby znajdować się w tej części domu dobrze słyszeli i jako że załatwił tym przywitanie oraz z góry odpowiedź, mógł spokojnie wrócić do wyboru gry. Jak się witać to porządnie!

Krótka rzecz o dojrzewaniu

– Michał, masz brodę.
– Serio?
– Nooo.
– Ty tez kiedyś będziesz miał.
– Nie.
– Będziesz, będziesz…
– Nie!

Czytelnicy z dłuższym stażem pewnie wiedzą, z kim odbyła się ta rozmowa.

Bajki, końtrole i inne takie…

Przyszło mi ostatnio, z kuzynem, testować jego zabawkowy zestaw kręgli. Znaczy, testowane były już pod kątem wytrzymałości, bo fruwały po pokoju, zaliczając wszelkie możliwe, modne ostatnimi czasy crash testy, ale kiedyś wypadałoby w nie, od tak zwyczajnie, zagrać…

Zarządzanie idzie mu niesłychanie łatwo. Po chwili stał już z kulą (no ok, plastikową piłką udającą kulę, ale nie bądźmy tacy drobiazgowi) gotowy do rzutu. Dałem znać i sru through (tak, światowo, z angielska, skojarzenia z pewną reklamą zupełnie przypadkowe) misterną konstrukcję, ustawioną przez momentem. I co? Jeden – zero dla mnie. Część kręgli stoi nadal, ale co to za problem? Przecież nikt nie ustawił limitu rzutów. Kilka sru później ostatni kręgiel na placu boju musiał się poddać sile zasady zachowania pędu. Następnie Pan Adam (bo przecież jest starszy od dziadka) zarządził zmianę i teraz to ja miałem wystąpić w roli niszczyciela. Nie chwaląc się, zajęło mi to trochę sru mniej, ale zabawa przestała już być ciekawa i Szanowny Kuzyn zainteresował się hulajnogą. Nie pytajcie mnie, co robiła hulajnoga w pokoju, po prostu sobie leżała. Jeździć trzeba, a na dworze zimno.

Takiemu ruchowi wewnątrzdomowemu przydałyby się jakieś regulacje. Z pomocą przyszły mi wspomniane wyżej kręgle w kolorystyce: rasta plus niebieski. To czas na krótką powtórkę z przedszkola: co zielone, co czerwone i dlaczego na żółtym nie ciśniemy gazu do podłogi. Swoją drogą, czteroletnie dziecko całkiem dobrze rozpoznaje dużo więcej niż trzy kolory i nadaje im znaczenia, a niektórym rządzącym już dwa potrafią się pomylić… W każdym razie, bez pomyłki można stwierdzić, że nasz młody kierowca nie jest daltonistą, lecz pobawić się w kontrolę drogową nie zaszkodzi. Niebieski kręgiel w dłoń i już byłem drogówką. (lizaka nie posiadałem – zabawa atestowana przez Polskie Towarzystwo Stomatologiczne)

O ile prościej by było, gdyby kontrole na drogach wyglądałyby mniej więcej tak:

– Dzień dobry, kontrola. Prawo jazdy i dowód rejestracyjny…

– Mam.

W balonik już dmuchać nie musiał. Jechał względnie prosto, a ja jako policjant, miałem naprawdę nędzne wyposażenie. (jak w realnym życiu, nie?) Jeden pojazd do ogarnięcia to jednak nie aż tyle. Dużo więcej roboty miałbym jako weterynarz (w tym miejscu pozdrawiam odpowiednie osoby :)). Całe szczęście, pokaźnej wielkości pluszowy zwierzyniec wymagał jedynie usadzenia na kanapie, bo zaraz miał się zacząć seans. Zabawa zaczęła nudzić, skąd my to znamy… Zbliżając się już do końca tego wyjątkowo, jak na mnie, długiego wpisu rzucę tylko, że jeśli dziecko wie, co zrobi krecik już zanim wyjdzie spod ziemi, jak to zwykle na początku bajki robi to znak, że płytę trzeba skopiować, bo zaraz się w pewnych miejscach wytrze. Cóż – rodzinne – ten tekst piszę zapętlając jedną piosenkę, to czemu się dziwić… (tak w ogóle, to ostatnio polubiłem nawiasy, zauważyliście?)

Rozmowy z kuzynem

Mam małego kuzyna, który czasem domownikom dostarcza niezłej rozrywki. Mimo swoich 3 lat i doskonałej świadomości swego wieku, jest przekonany, że jest starszy od dziadka, który już od jakiegoś czasu ma siedem z przodu na liczniku. No cóż jego matematyka, jego aksjomaty, wtrącać się nie będę. Może ja się nie znam.

Tym razem zaczęło się całkiem niewinnie – od otworzenia paczki chrupek i poczęstowania go. Jako, że chrupki mu zasmakowały, a pora była wieczorna, spytałem:
– A kolację jadłeś?
– Tak. – Ok, ok, ale młodemu czasem się zdarza zagalopować (tak, to u nas rodzinne) i pomylić posiłki, więc pytanie pomocnicze o przybliżoną jego porę.
– A kiedy? – Na co dostałem odpowiedź, tonem wyrażającym chyba największe oburzenie z możliwych
– No dzisiaj!

W takim układzie mogłem go bez przeszkód i najmniejszych wyrzutów sumienia zaklajstrować tymi chrupkami.

Newer posts

© 2018 Kopytny

Theme by Anders NorenUp ↑